Waga, jaką przykłada się do kobiecej „atrakcyjności", może tłumaczyć, dlaczego samouszkodzenie wydaje się jako coś „złego", dewiacyjnego i niepokojącego (często nawet bardziej aniżeli inne autodestrukcyjne zachowania, takie jak zaburzenia łaknienia). Okaleczanie ciała pozostaje w całkowitej sprzeczności z tym, co wyidealizowana kobieta winna czynić: ze wszech miar starać się być atrakcyjną i w każdym calu perfekcyjną. Uszkadzając swe ciało, kobieta niszczy to, co społeczeństwo ceni i czym pogardza jednocześnie. Jej „niszczenie" wyraża więc być może nie tylko nienawiść do siebie i rozpacz, ale także protest wobec kierowanych pod jej adresem sprzecznych oczekiwań i ocen, z elementami demonstrowanych z rozmysłem dumy i złości. Kobiecość domaga się nie tylko fizycznej atrakcyjności. Małe dziewczynki bardzo wcześnie dowiadują się, czym jest akceptowane zachowanie kobiece i co się stanie, jeżeli ktoś uznaje za chciwe, samolubne, zepsute, narwane albo zwyczajnie nie dość miłe. Spośród zaleceń przeciwko „niekobiecości" najsilniej z samouszkodzeniami wiążą się te, które powstrzymują kobiety od pełnej ekspresji uczuć i decydowania o własnym życiu. Złość, usilny protest, walka o własne prawa, opinie i interesy nie przystoi kobiecie.